
Autor: Fernanda Melchor
Tłumaczenie: Katarzyna Sosnowska
Wydawnictwo: Mova
Gatunek; literatura piekna
Liczba stron: 256
Data wydania: sierpień 2021 r.
Książkę znajdziesz TUTAJ 🙂
Myślałam, że będzie to kryminał… nic bardziej mylnego. Jest to trudna, przejmująca, brutalna opowieść. Obraz współczesnego meksykańskiego społeczeństwa, w którym dominuje przemoc, bieda, prostytucja, przesądy…
„Dobrze byłoby, gdyby wszyscy trafili do więzienia, żeby ich tam porządnie zlali, zgwałcili, ciekawe czy wtedy też będą takimi samcami alfa, jak teraz gdy macają małe dziewczynki, a nawet chłopaczków…”
Pierwszy raz spotykam się z literaturą meksykańską. Muszę przyznać, że bardzo skusił mnie dość mroczny opis. Przenosimy się do zubożałej meksykańskiej wioski, gdzie grupa dzieci dokonuje makabrycznego odkrycia. W mętnych wodach kanału znajdują rozkładające się zwłoki miejscowej wiedźmy.
Akcja powieści toczy się swoim rytmem, niepokoi i intryguje. Fabuła wzbudza ogromne, zróżnicowane emocje. Szokuje, wzbudza niesmak i jednocześnie niesamowicie przykuwa uwagę. Autorka w prostych słowach, bez zbędnego owijania w bawełnę ukazuje przerażającą prawdę. Nie znajdziemy tu dialogów, powieść jest jednym, trochę chaotycznym monologiem, w którym jest bardzo dużo wulgaryzmów. Potrzebne jest skupienie podczas czytania. Społeczeństwo, które żyje w skrajnej biedzie, głębokiej pogardzie dla kobiet, brutalności i mrocznym erotyzmie. Tutaj nic nie jest takie jak nam się początkowo wydaje. Przemoc i bezduszność przerażają. Wykreowani bohaterowie, których historie wstrząsają. Kobiety, które dokonują aborcji, tak jakby to było coś zupełnie normalnego i takie, które urodziły i to doprowadziło do niejednej tragedii. Zdemoralizowane prostytutki. I mężczyźni, obleśni, pozbawieni jakichkolwiek hamulców moralnych typy, żerujący na cudzej krzywdzie. Traktują kobiety jak worki treningowe, które mają im służyć do zaspokajania wyuzdanych potrzeb seksualnych. Jak służące, bezwartościowe, nieważne istoty. Chłopcy od maleńkości są traktowani wyjątkowo, jakby wszystko im się należało, dziewczynki są na pozycji przegranej. I koło się zamyka, przerażający ciąg trwa…
„To właśnie mówią kobiety z miasteczka: nie ma tam żadnego skarbu, nie ma złota, srebra ani diamentów, nie ma niczego poza dotkliwym bólem, który nie odpuszcza.”
Powieść ukazuje prawdziwy, nieprzekłamany obraz meksykańskiego społeczeństwa. Ludzie, którzy są źli do szpiku kości, bez jakichkolwiek zasad moralnych czy pozytywnych wzorców. Naznaczeni już w chwili urodzenia, bez najmniejszej szansy na zmianę, z góry skazani na walkę o przetrwanie. Wszechobecna nienawiść, do siebie, swoich bliskich, do wszystkich. Dzieci postrzegane jak coś niepotrzebnego, jak niepotrzebny balast. Szerząca się prostytucja, patologia, dzieci, chłopcy i dziewczynki średnio rozpoczynają życie seksualne ok. dwunastego roku życia. Homoseksualizm, transwestytyzmu, mroczne zboczenia, perwersja, ludzkie ułomności. Uprzedzenia, korupcja, wszechobecne przesądy. Bije z niej ogromny smutek, rozgoryczenie, niemoc, przygnębienie.
Specyficzna i bardzo dosadna. Historia daje do myślenia, musiałam ją sobie dawkować. Nie da się przejść obok niej, ot tak obojętnie, zapada w pamięć i wywołuje bardzo mieszane odczucia. Za książkę dziękuję wydawnictwu Mova. Trudno jednoznacznie ją polecić, wiem, że nie każdemu się spodoba.







Ja się jeszcze zastanowię, trochę mnie niepokoi ów brud i dosadność.
Jeśli będę miała ku temu okazji, oczywiście przeczytałam tę książkę.