“Przecież mamy siebie” – recenzja książki Natalii Sońskiej.
Wzruszająca historia o miłości, przyjaźni i sile przetrwania po stracie.
Ależ ta powieść mną potargała emocjonalnie. Słodko – gorzka opowieść, o miłości, o przyjaźni, o lojalności, o bolesnych stratach.
“Wszystko w życiu dzieje się po coś. Każdy na swój czas i swoją szansę”.
Maria i Szymon tworzą szczęśliwe, zgodne małżeństwo z kilkuletnim stażem. Spodziewają się upragnionego dziecka. Tuż przed porodem ich świat się rozpada – Maria rodzi zdrową córeczkę, ale sama umiera. Życie Szymona zatrzymuje się w miejscu, a jedynym powodem, by trwać, staje się maleńka Nadzieja. W opiece nad córeczką pomagają mu rodzice, teściowie oraz przyjaciółka żony – Pola. Kobieta rezygnuje z własnych planów, by być przy Szymonie i dziecku. Maria była dla niej jak siostra, więc rozumie jego ból, sama bardzo cierpi. Czas leczy rany powoli. Codzienność staje się lżejsza, a Pola coraz gorzej dogaduje się z partnerem, Łukaszem. Jego obecność zaczyna ją przytłaczać… i wtedy do głosu dochodzą uczucia, które nie powinny się pojawić.
“Czasem człowiek żywi do drugiego tak silne uczucia i tak ogromne pokłady wybaczenia, że nie potrafi inaczej, jak tylko trwać obok dalej, mimo tego całego odczuwalnego bólu”.

Lojalność zostaje wystawiona na próbę. To wnikliwa, angażująca emocjonalnie opowieść o zwykłych ludziach i skomplikowanych relacjach – rodzinnych, przyjacielskich, partnerskich. Akcja toczy się spokojnym rytmem, ale nie brakuje w niej napięcia. Pani Natalia Sońska pisze płynnie, z empatią, bez oceniania. Nic tu nie jest łatwe ani oczywiste – jest prawdziwie, momentami dramatycznie, a przede wszystkim szczerze. Bohaterowie to największy atut powieści – naturalni, wiarygodni, bliscy czytelnikowi. Historia prowadzona jest z kilku perspektyw, dzięki czemu widzimy ich myśli, wątpliwości i motywacje.
Natalia Sońska w książce “Przecież mamy siebie” dostarczyła mi ogromu emocji. To poruszająca opowieść, od której trudno się oderwać. Jest w niej autentyzm, subtelność i empatia. W jednej chwili świat się wali – odchodzi ukochana osoba, a przecież miało być inaczej. Zostaje ból, rozpacz, strach i pustka. A obok tego – bezwarunkowa miłość do dziecka i uczucie, które rodzi się na przekór wszystkiemu. To także historia o sile kobiecej przyjaźni i cienkiej granicy między lojalnością a pragnieniami serca.
Piękna, poruszająca, niosąca nadzieję książka, która pokazuje, jak kruche i przewrotne potrafi być życie. Może miejscami przewidywalna, ale prawdziwa do szpiku kości. Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Skarpa Warszawska. Bardzo polecam.





